Intro slow food

Nikt z nas (ja nie) nie ma paru godzin dziennie na diety, siłownie, planowanie jedzenia… z drugiej strony to, co oferują nam „na mieście” nawet w tzw. eko miejscach nie nadaje się do jedzenia.

Przez ostatnie 3 miesiące oglądałam reklamy w TV w poszukiwaniu choćby jednego zdrowego (dodającego nam witalności, energii, zdrowia) produktu. Nie znalazłam ani jednego. Znalazłam za to bardzo wiele tzw. „przenośników emocji”. Tyle, że te produkty nam szkodzą. Chyba, że tak ma być. Pochłaniamy jedzenie, które nas nie odżywia tylko powoduje kolejne problemy zdrowotne, emocjonalne (tak, emocjonalne – na to ma wpływ jedzenie). Na te problemy mamy już coraz więcej nazw medycznych i … cudownych rozwiązań przygotowanych przez Wielki Biznes. Show must go on. Wszyscy są zadowoleni. Producenci fast jedzenia, producenci leków, „leczący” lekarze, budżet państwa (odchodząc szybciej z tego świata oddalamy wizję jego upadku). Ach… zapomniałam jeszcze o całej potężnej branży kosmetycznej. Najpierw niszczymy sobie skórę tym, co jemy (śmieciami) a później magiczne kremy za setki, tysiące PLN mają to odwrócić. Business is business .

Na przekór temu „zdrowemu jedzeniu” korzystając z kilku wolnych minut postanowiłam prawdziwie zdrowe jedzenie przygotowywać w domowym zaciszu.W miarę możliwości staram się korzystać z produktów z własnej uprawy ( w zasadzie to upraw moich rodziców) i produktów sprezentowanych przez znajomą Sołtysową.Postaram się podzielić rezultatami tych kulinarnych rewolucji, ale tylko tymi, o których moi domownicy wyrazili pochlebne opinie i do których będziemy chcieli jeszcze wrócić …

Eksperymentów czas start…..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>